W czyje ręce robotyzacja – informatyków czy specjalistów biznesowych

Udostępnij:
Sunrise Lensball, Edisto Beach, SC
Drew Beamer @drew_beamer (Sunrise Lensball, Edisto Beach, SC

Tytułowe pytanie wybrzmiewa w biznesie z coraz większą siłą. Organizacje mają już sporo doświadczeń z robotyzacją. Wiele z nich poszło za głosem ekspertów głoszących, że ta dziedzina informatyki demokratyzuje się w tym sensie, że niemal każdy specjalista – po krótkim przeszkoleniu – może roboty budować i wdrażać, że informatycy są do tego potrzebni w małym stopniu. Ale czy ta droga się sprawdziła, czy rzeczywiście zwiększa efektywność procesów biznesowych i innych?

Roboty programowe (tzw. boty, voice boty, chatboty itp.) naśladują działanie człowieka w danym oprogramowaniu (wówczas już zbędnego w tej czynności) i współpracują z innymi ludźmi w jakimś obszarze czy procesie. Obecnie dużo wysiłku wkłada się w poprawę interakcji człowiek-program-robot programowy. Jest to nie lada wyzwanie, bo od robotów programowych wymagamy jednocześnie i działania “jak człowiek”, i działania “jak program komputerowy”, a przecież to nie są tożsame sposoby działania. Twórcy robotów programowych starają się rozwiązać ten problem, wstępnie mapując działanie człowieka na robota, ale jednocześnie ucząc go, aby w czasie rzeczywistym douczał się pracy człowieka.

Źródła demokratyzacji

Do budowania i implementacji robotów programowych coraz częściej używane są tzw. graficzne języki programowania oraz graficzne interfejsy użytkownika. Osobom o niskim stopniu znajomości kodowania pozwalają na na budowę działających robotów programowych. Taka osoba wykorzystując graficzny interface oraz funkcję rejestracji naśladowania ruchów i czynności wykonywanych przez człowieka – użytkownika buduje gotowego robota, który po implementacji wykonuje zaprogramowane w ten sposób czynności. Wykorzystanie graficznych interfejsów użytkownika pozwoliło na demokratyzację robotyzacji, jej realizację niezależnie od działów informatycznych i wysoko wykwalifikowanych informatyków, lub współpracę z nimi w małym zakresie (np. bezpieczeństwa).

Demokratyzacja robotyzacji to jest tworzenie oprogramowania – robotów programowych – w celu zastosowania ich w procesach biznesowych przez użytkowników końcowych tzw. osoby biznesowe lub przez innych współpracowników (nie informatyków np. programistów zewnętrznych lub z wewnętrznego działu IT) w porozumieniu, ale bez udziału informatyków. Użytkownicy biznesowi, pozyskując roboty programowe od innych użytkowników do implementacji w realizowanych procesach biznesowych, nieznacznie je modyfikują tj. tak aby mogły być zaadaptowane do procesów o podobnej charakterystyce i strukturze. Metody implementacji są proste i łatwe, umożliwiające szybkie i sprawne wdrożenie przez tego samego użytkownika.

Dobrze brzmi, ale to…. pułapka!

Wszystko to brzmi jak bajka i spełnienie marzeń o szybkim dostarczaniu rozwiązań informatycznych automatyzujących procesy biznesowe, czyli tworzeniu wartości biznesowej i byłoby tak zapewne, gdyby nie to iż użytkownicy biznesowi często nie przestrzegają standardów IT, sprawdzonych i rozwijanych przez lata metodologii i zasad, które są podstawą pracy IT.

Są to zasady prowadzenia projektów informatycznych, tworzenia i testowania oraz wdrażania, rozwoju i utrzymania oprogramowania. Dotyczą tak samo robotów programowych, jak każdego innego systemu IT. Zasady te zostały stworzone dla zapewnienia takiego sposobu kodowania, dokumentowania tworzonego oprogramowania oraz jego testowania (np. funkcji, możliwego maksymalnego obciążenia), aby program był wysokiej jakości, działał bezpiecznie i niezawodnie oraz wspierał cel biznesowy.
Wielu dostawców oraz przedstawicieli środowisk naukowych twierdzi, że dzięki demokratyzacji robotyzacji następuje wzrost innowacyjności wśród pracowników biznesowych. Powiedziałbym, że jest to raczej wzrost swobody w kontaktach z technologiami informatycznymi niż innowacyjności. Mam też poważne wątpliwości, czy jest ona źródłem wzrostu efektywności procesów biznesowych.

Demokratyzacja robotyzacji powoduje ścisłe naśladowania pracy człowieka przez oprogramowanie – roboty programowe. A przecież w usprawnianiu procesów chodzi nie tylko o przyspieszenie czynności lub zwolnienie z niej człowieka, lecz również o inny przebieg procesu, co tym bardziej jest możliwe, jeśli włączamy to tego usprawniania technologię informatyczną. Jednak “demokratyczni” budowniczowie robotów nie wykonują analizy procesów, ani jej nie chcą, ani nie umieją, ani nikt jej od nich nie oczekuje. A celem analizy procesowej jest osiągnięcie efektywności na poziomie procesów, a nie pojedynczych czynności czy zadań.

Coś więcej niż naśladownictwo

W wartościowej robotyzacji i hiperautomatyzacji chodzi nie tylko o demokratyzację i stworzenie przyjaznej interakcji pomiędzy użytkownikami a robotami czy wsparcie pracy pojedynczego użytkownika, ale o budowanie robotów również o innych niż ludzkie zdolnościach, działających sprawnie, szybko, tanio oraz bezpiecznie i łatwo skalowalnych. Tymczasem roboty budowane “demokratycznie” z rzadka wychodzą poza naśladownictwo człowieka. Pojawia się bowiem potrzeba bardziej wyrafinowanej wiedzy technologicznej, gdy dochodzimy do bardziej złożonych procesów, np. opartych o rozpoznawanie obrazów, twarzy i gestów, rozumienie języka naturalnego, czy zdolność do podejmowania decyzji i budowania modeli i procesów dynamicznych w zależności od danych wejściowych. Bez maszynowego uczenia się dużych zasobów danych nie obejdzie się.

Idąc dalej do zwiększania efektywności procesów biznesowych i działania robotów programowych możemy użyć sieci neuronowej czyli wielu serii algorytmów modelowanych na podstawie działania ludzkiego mózgu. Zastosowanie sieć neuronowej ułatwi oprogramowaniu komputerowemu osiągnięcie możliwości sztucznej inteligencji podobnej do człowieka poprzez tzw. uczenie głębokie. Bez tego naśladowanie i automatyzowanie czynności człowieka przez roboty programowe czy dalej idąc humanoidalne nie przyniesie zakładanych celów i realnych efektów.

I tak po wielu latach spędzonych w demokratyzacji robotyzacji …

powracamy do IT!

Ważne jest, aby roboty odbierane były przez pracowników (czy klientów) jak ludzie, ale aby pracowały jak roboty, czyli narzędzia posiadające również nie-ludzkie umiejętności. Zatem budowniczy robota przed podjęciem swojej pracy musi poznać wyniki analizy usprawnianego procesu z jednej strony, a z drugiej dysponować szeroką wiedzą informatyczną, aby odpowiednio zaprogramować robota i zautomatyzować proces.

Dzięki takiemu procesowemu podejściu i zaangażowaniu IT do tworzenia robotów pozwalamy użytkownikowi biznesowemu na skupienie się na celu biznesowym poprzez określenie celu i oczekiwanej efektywności działania robotów i zautomatyzowanych procesów, a informatykom i programistom z IT na programowaniu robotów, zapewniając iż biznes dostanie to czego chce – oczekiwane rezultaty i wzrost efektywności procesów biznesowych.

Historia zatoczyła koło. Adoptując demokratyzację robotyzacji podważyliśmy znaczenie informatyków, sądząc że łatwo ich zastąpią specjaliści biznesowi. Tymczasem w toku tych doświadczeń przekonaliśmy się, że bez wykwalifikowanych informatyków nie wykorzystamy potencjału tkwiącego w technologiach informatycznych, również przydatnego w robotyzacji, natomiast roboty jak najbardziej mogą zastąpić owych specjalistów, albowiem przebieg procesów z ich zastosowaniem będzie mógł być inny, niekoniecznie uwzględniający ich czynności.

 

Bartosz Radziszewski

Profil na linkedin

Profil na Business Dialog